Następnego dnia pan konsultant znów zadzwonił i tłumaczył się, że rzeczywiście telefon, który wybrałam, był jednym z kilku, które w internecie są tańsze. Niestety, nie mogłam liczyć na żadną inną zniżkę czy chociażby dodatkowe minuty. Po raz kolejny podziękowałam i postanowiłam uderzyć do wyższej instancji, czyli sekcji utrzymania klienta. Tam już mniej miły pan zaproponował 200 zł tańszy telefon. Nic więcej nie udało mi się wydębić. Zgodziłam się, chociaż pozostał niedosyt.
Z tego, co czytałam na forum, w taryfie, którą wybrałam można było otrzymać 10 zł niższy abonament, 200 zł rabatu na telefon, dodatkowe 100 minut oraz darmowe rozmowy w sieci. Czy rzeczywiście to, co mógł zaproponować mi konsultant zależało od dotychczasowej wysokości moich rachunków czy nie potrafiłam skutecznie się targować? Może napomknięcie o zmianie operatora by pomogło?
Niektórzy ludzie mają umiejętność targowania się we krwi i sporo na tym zyskują. Ja nigdy tego nie lubiłam i wciąż przychodzi mi to ciężko. Efekt moich negocjacji uznaję więc za swój mały sukces.
Jako aspirująca minimalistka niby nie powinnam mieć wypasionego smartfona, ale minimalizm jest dla człowieka a nie odwrotnie, więc za kilka dni otworzę drzwi kurierowi z telefonem z dobrym aparatem za 9 zł, którym będę mogła pstrykać przyzwoite zdjęcia moim dzieciakom. Nie wszędzie targam ze sobą nielekką przecież lustrzankę, a zdarzają się chwile, które warto uwiecznić.
Jako aspirująca minimalistka niby nie powinnam mieć wypasionego smartfona, ale minimalizm jest dla człowieka a nie odwrotnie, więc za kilka dni otworzę drzwi kurierowi z telefonem z dobrym aparatem za 9 zł, którym będę mogła pstrykać przyzwoite zdjęcia moim dzieciakom. Nie wszędzie targam ze sobą nielekką przecież lustrzankę, a zdarzają się chwile, które warto uwiecznić.