Cykanie świerszczy za oknem i oddech śpiącego obok męża. O ile przyjemniejsze dla moich uszy są takie dźwięki od atakujących z radia i telewizji niby to ważnych wiadomości o tym, kto kogo oszukał, zabił czy okradł. Dlaczego w serwisach informacyjnych przeważają historie o ludzkich nieszczęściach? I dlaczego inni tak chętnie o tym słuchają i czytają? Pewnie byłoby niemałym zdziwieniem, gdyby pewnego dnia wszystkie stacje zamiast codziennej porcji przygnębiających historii dla odmiany zaserwowałyby same optymistyczne wieści o tym, jak ktoś komuś pomógł, odniósł sukces, wygrał z chorobą, zakochał się. Nudy?
Nie chcę, żeby wmawiano mi, że świat jest zły i niebezpieczny, że za rogiem czyha złodziej lub morderca. Nie chcę przyłapywać się na myśli, czy przypadkiem ten Bogu ducha winny mężczyzna, który przysiadł na ławce obok placu zabaw przypadkiem nie jest pedofilem. Nie chcę postrzegać ludzi przez pryzmat sieczki, którą serwują media. Mam wybór. Wybieram widzieć świat własnymi oczami.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
czwartek, 1 sierpnia 2013
Rachunki osobiste
Warto być na bieżąco z ofertą banku, w którym otworzyło się rachunek osobisty. Można uniknąć miesięcznej opłaty za prowadzenie konta a nawet zarobić kilka groszy. Przekształcenie najczęściej nie jest bezpłatne, ale po kilku miesiącach kwota ta się zwraca.
Cieszę się, że pewna osoba obeznana w temacie oświeciła mnie w tej kwestii. Inaczej pewnie do tej pory żyłabym w nieświadomości, która chyba jednak nie jest taka błoga.
poniedziałek, 22 lipca 2013
Moja mea culpa
No i dostało mi się za wypisywanie herezji o nowym telefonie. Od wczoraj mam z nim same problemy. Ponieważ nie obsługuje standardowej karty sim, najpierw kombinowałam jak przenieść do niego numery ze starej karty. Kiedy już mi się udało i chciałam do niego włożyć nową kartę, którą przysłał mi operator, okazało się, że zamiast micro sim dostałam nano sim (sic!). Niestety, przekonana, że karta jest dobra, zdążyłam już włożyć ją do slota, gdzie utknęła na amen. Dziś czeka mnie wycieczka do punktu obsługi, gdzie mam nadzieję wydłubią mi kartę i wymienią na odpowiednią. Pewnie za odpowiednią opłatą. A sam telefon jest duży i dość ciężki. Trzeba było najpierw wybrać się do sklepu i pomacać. Mam za swoje.
środa, 17 lipca 2013
Warto się targować
Niedługo skończy mi się umowa z operatorem telefonii komórkowej, zadzwoniłam więc do biura obsługi klienta z prośbą o przedstawienie oferty na kolejne 24 miesiące. Czytałam wcześniej o negocjacjach z przedstawicielami, więc uzbrojona w notatki wybrałam numer BOKu. Przemiły pan konsultant wypytał o moje preferencje dotyczące rodzaju taryfy oraz funkcji telefonu i doradził to i owo. Zapytałam, na jaką zniżkę mogę liczyć. 10 zł niższy abonament lub 100 zł tańszą słuchawkę. Podziękowałam i postanowiłam zastanowić się przez jeden dzień. Po chwili zorientowałam się, że identyczna, niższa cena telefonu widnieje w internetowym sklepie operatora. Nie o taką propozycję mi chodziło.
Następnego dnia pan konsultant znów zadzwonił i tłumaczył się, że rzeczywiście telefon, który wybrałam, był jednym z kilku, które w internecie są tańsze. Niestety, nie mogłam liczyć na żadną inną zniżkę czy chociażby dodatkowe minuty. Po raz kolejny podziękowałam i postanowiłam uderzyć do wyższej instancji, czyli sekcji utrzymania klienta. Tam już mniej miły pan zaproponował 200 zł tańszy telefon. Nic więcej nie udało mi się wydębić. Zgodziłam się, chociaż pozostał niedosyt.
Z tego, co czytałam na forum, w taryfie, którą wybrałam można było otrzymać 10 zł niższy abonament, 200 zł rabatu na telefon, dodatkowe 100 minut oraz darmowe rozmowy w sieci. Czy rzeczywiście to, co mógł zaproponować mi konsultant zależało od dotychczasowej wysokości moich rachunków czy nie potrafiłam skutecznie się targować? Może napomknięcie o zmianie operatora by pomogło?
Niektórzy ludzie mają umiejętność targowania się we krwi i sporo na tym zyskują. Ja nigdy tego nie lubiłam i wciąż przychodzi mi to ciężko. Efekt moich negocjacji uznaję więc za swój mały sukces.
Jako aspirująca minimalistka niby nie powinnam mieć wypasionego smartfona, ale minimalizm jest dla człowieka a nie odwrotnie, więc za kilka dni otworzę drzwi kurierowi z telefonem z dobrym aparatem za 9 zł, którym będę mogła pstrykać przyzwoite zdjęcia moim dzieciakom. Nie wszędzie targam ze sobą nielekką przecież lustrzankę, a zdarzają się chwile, które warto uwiecznić.
Jako aspirująca minimalistka niby nie powinnam mieć wypasionego smartfona, ale minimalizm jest dla człowieka a nie odwrotnie, więc za kilka dni otworzę drzwi kurierowi z telefonem z dobrym aparatem za 9 zł, którym będę mogła pstrykać przyzwoite zdjęcia moim dzieciakom. Nie wszędzie targam ze sobą nielekką przecież lustrzankę, a zdarzają się chwile, które warto uwiecznić.
Jestem sobie ogrodniczka
Od dziecka miałam awersję do wszelkich prac ogrodowych, bo kiedy tylko nadchodziło lato, musiałam jeździć z mamą i z siostrą na działkę zamiast w tym czasie bawić się na dworze z dzieciakami. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek mi przejdzie. A jednak. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, wczorajsze plewienie przydomowego ogrodu nie tylko nie było dla mnie problemem, ale przyniosło mi całkiem sporo przyjemności. Dzieci bawiły się niedaleko, więc co jakiś czas pokazywałam im ślimaka czy żabę. Mili sąsiedzi zza płotu poczęstowali je goframi a mnie kawą i ciastem.
Tego samego dnia z rana po raz pierwszy w życiu kisiłam samodzielnie ogórki. Do tej pory pomagałam tylko mamie. Tym razem od początku do końca, z przepisem z internetu w ręce przygotowałam dziewiętnaście słoików. Poszło mi to dosyć sprawnie dzięki Teściowej, która w tym czasie zabrała dzieci na dwór. W planach na ten tydzień mam jeszcze korniszony :)
Już się nie mogę doczekać, kiedy otworzę pierwszy słoik. Mam nadzieję, że będą jędrne i chrupiące :)
Tego samego dnia z rana po raz pierwszy w życiu kisiłam samodzielnie ogórki. Do tej pory pomagałam tylko mamie. Tym razem od początku do końca, z przepisem z internetu w ręce przygotowałam dziewiętnaście słoików. Poszło mi to dosyć sprawnie dzięki Teściowej, która w tym czasie zabrała dzieci na dwór. W planach na ten tydzień mam jeszcze korniszony :)
Już się nie mogę doczekać, kiedy otworzę pierwszy słoik. Mam nadzieję, że będą jędrne i chrupiące :)
piątek, 28 czerwca 2013
Zabawa, nie zabawki.
Staram się ograniczyć liczbę zabawek, które walają się po podłodze naszego domu pod koniec dnia i których sprzątanie zabiera szmat czasu. Ktoś poradził mi, żeby część schować do szafy i wymienić jak znudzą się te, które są na wierzchu. Metoda się sprawdza, ale nie na długo. Myślę, że posiadając mniej zabawek wokół siebie, dzieciaki będą mogły się skoncentrować na dłuższej zabawie jedną rzeczą i nie rozpraszać się ich nadmiarem.
Cieszy mnie, że dla mojej córki ulubioną zabawką nie jest żadna interaktywna lalka czy edukacyjny misiek. Uwielbia wszelkie zajęcia manualne, zwłaszcza malowanie. Lubi farbki akwarelowe i plakatowe, maluje nimi zarówno pędzelkami jak i palcami. Kiedy dołączam do niej, zabawa może trwać nawet godzinę, w zależności od pomysłów i długości drzemki młodszego syna ;) Lubi też kolorowanie mazakami, kredkami troszkę mniej. Drukuję jej obrazki z internetu na kartkach przeznaczonych do powtórnego zużycia, na przykład na starych fakturach za telefon komórkowy, które nie wiedzieć czemu przetrzymywałam przez wiele lat. Uwielbia też ciąć i przyklejać kolorowy papier, materiał, włóczkę i bibułki. Przez jakiś czas mieliśmy szał na ciastolinę. Podejrzewam, że wkrótce znów wróci do łask :)
Nie mogę się doczekać, kiedy dołączy do naszych zabaw mój syn. Na razie gryzda sobie kredkami, ale częściej trafiają one do buzi niż na papier a mazakom odgryza końcówki ;) Jest jednak świetnym naśladowcą i myślę, że to już niedługo :)
Cieszy mnie, że dla mojej córki ulubioną zabawką nie jest żadna interaktywna lalka czy edukacyjny misiek. Uwielbia wszelkie zajęcia manualne, zwłaszcza malowanie. Lubi farbki akwarelowe i plakatowe, maluje nimi zarówno pędzelkami jak i palcami. Kiedy dołączam do niej, zabawa może trwać nawet godzinę, w zależności od pomysłów i długości drzemki młodszego syna ;) Lubi też kolorowanie mazakami, kredkami troszkę mniej. Drukuję jej obrazki z internetu na kartkach przeznaczonych do powtórnego zużycia, na przykład na starych fakturach za telefon komórkowy, które nie wiedzieć czemu przetrzymywałam przez wiele lat. Uwielbia też ciąć i przyklejać kolorowy papier, materiał, włóczkę i bibułki. Przez jakiś czas mieliśmy szał na ciastolinę. Podejrzewam, że wkrótce znów wróci do łask :)
Nie mogę się doczekać, kiedy dołączy do naszych zabaw mój syn. Na razie gryzda sobie kredkami, ale częściej trafiają one do buzi niż na papier a mazakom odgryza końcówki ;) Jest jednak świetnym naśladowcą i myślę, że to już niedługo :)
środa, 22 maja 2013
Wicie gniazda
Pojawienie się w domu nowego członka rodziny jest często momentem, w kórym gromadzi się morze przedmiotów. Kolorowe gazety dla rodziców wyliczają, co jest potrzebne do "obsługi" maleństwa, bez czego w żadnym wypadku nie da się obejść i jaka zabawka zrobi z dziecka geniusza.
Zanim na świecie pojawiła się moja córka, spędziłam mnóstwo czasu na poszukiwaniach jak najpiękniejszego łóżeczka, kompletu pościeli i akcesoriów do wystroju pokoiku. Nie pamiętam już dlaczego nie kupiłam lampy, worka na pieluchy (!), przewijaka, organizera na kosmetyki, kołderki i zasłonek z identycznym motywem bajkowym i ograniczyłam się do nabycia samego łóżeczka. Cokolwiek było powodem (prawdopodobnie zaporowa cena), całe szczęście, że coś lub ktoś przemówił mi do rozsądku. Pamiętam, jak bardzo chciałam urządzić małej śliczny kącik i jak długo nie mogłam pogodzić się z tym, że będę musiała dalej znosić starsze ode mnie, dwukrotnie już odnawiane meble.
Czy była to wina ciążowego syndromu wicia gniazda spowodowanego zmianami hormonalnymi czy też sugerowałam się reklamami z czasopism, które podczytywałam? A może producenci produktów dla noworodków specjalnie wykorzystują słaby punkt przyszłych mam?
Kiedy wychodziłam ze szpitala, dostałam w prezencie dwa zestawy podarunkowe. Zawierały one próbki kosmetyków, poradniki pielęgnacyjne i żywieniowe i oczywiście roiło się w nich od reklam. Półtora roku później, w zamian za takie zestawy trzeba było podać swoje bardzo szczegółowe dane. Nie myśląc wiele, widocznie oszołomiona wciąż po drugim porodzie wypełniłam formularze a firmy "rozdające" te zestawy przysłały mi jeszcze kilka "prezentów". Po jakimś czasie wysłałam do nich e-mail z prośbą o usunięcie mnie z bazy danych. Od tamtej pory staram się nie rozdawać swoich namiarów na prawo i lewo.
Wracając do wyposażenia pokoju. Wiele rzeczy dostałam używanych lecz niezniszczonych od rodziny i moje dzieci nie były przez to mniej szczęśliwe. Nie spałyby lepiej w innej pościeli, ich pieluchy wrzucone do kolorowego worka nie śmierdziałyby mniej.
Nie wychowałabym ich lepiej posiadając więcej.
Zanim na świecie pojawiła się moja córka, spędziłam mnóstwo czasu na poszukiwaniach jak najpiękniejszego łóżeczka, kompletu pościeli i akcesoriów do wystroju pokoiku. Nie pamiętam już dlaczego nie kupiłam lampy, worka na pieluchy (!), przewijaka, organizera na kosmetyki, kołderki i zasłonek z identycznym motywem bajkowym i ograniczyłam się do nabycia samego łóżeczka. Cokolwiek było powodem (prawdopodobnie zaporowa cena), całe szczęście, że coś lub ktoś przemówił mi do rozsądku. Pamiętam, jak bardzo chciałam urządzić małej śliczny kącik i jak długo nie mogłam pogodzić się z tym, że będę musiała dalej znosić starsze ode mnie, dwukrotnie już odnawiane meble.
Czy była to wina ciążowego syndromu wicia gniazda spowodowanego zmianami hormonalnymi czy też sugerowałam się reklamami z czasopism, które podczytywałam? A może producenci produktów dla noworodków specjalnie wykorzystują słaby punkt przyszłych mam?
Kiedy wychodziłam ze szpitala, dostałam w prezencie dwa zestawy podarunkowe. Zawierały one próbki kosmetyków, poradniki pielęgnacyjne i żywieniowe i oczywiście roiło się w nich od reklam. Półtora roku później, w zamian za takie zestawy trzeba było podać swoje bardzo szczegółowe dane. Nie myśląc wiele, widocznie oszołomiona wciąż po drugim porodzie wypełniłam formularze a firmy "rozdające" te zestawy przysłały mi jeszcze kilka "prezentów". Po jakimś czasie wysłałam do nich e-mail z prośbą o usunięcie mnie z bazy danych. Od tamtej pory staram się nie rozdawać swoich namiarów na prawo i lewo.
Wracając do wyposażenia pokoju. Wiele rzeczy dostałam używanych lecz niezniszczonych od rodziny i moje dzieci nie były przez to mniej szczęśliwe. Nie spałyby lepiej w innej pościeli, ich pieluchy wrzucone do kolorowego worka nie śmierdziałyby mniej.
Nie wychowałabym ich lepiej posiadając więcej.
piątek, 17 maja 2013
Izmy
Przesadna dbałość o szczegóły nie zawsze wychodzi na dobre.
Mój Tata często powtarzał: "Jeśli już coś robisz, rób to dobrze albo nie rób tego wcale". Widzę, że ta mądrość zapadła mi głęboko w serce. Długo myślałam nad nazwą blogu, tytułem i treścią pierwszego wpisu i nad tym, jakie wywołają one reakcje. Chciałam, żeby było tak doskonale, jak to tylko możliwe. O mały włos nie porzuciłam pomysłu stworzenia tego miejsca z obawy, że nie będzie wystarczająco dobrze.
Teraz też analizuję każde zdanie, w kółko poprawiam i przerabiam.
Pozwolę sobie na bycie niedoskonałą. Nie mam lekkiego pióra, czasem trudno mi ubrać myśli w słowa, ale oto siedzę i piszę i wierzę, że z czasem będzie przychodzić mi to łatwiej. Czuję potrzebę dzielenia się tym, co się ostatnio dzieje w moim życiu, więc czemu mam z tego rezygnować?
Rozgaszczam się zatem i zamiast skupiania się na perfekcjonizmie, będę pisać o mojej ostatniej fascynacji. O minimalizmie.
Mój Tata często powtarzał: "Jeśli już coś robisz, rób to dobrze albo nie rób tego wcale". Widzę, że ta mądrość zapadła mi głęboko w serce. Długo myślałam nad nazwą blogu, tytułem i treścią pierwszego wpisu i nad tym, jakie wywołają one reakcje. Chciałam, żeby było tak doskonale, jak to tylko możliwe. O mały włos nie porzuciłam pomysłu stworzenia tego miejsca z obawy, że nie będzie wystarczająco dobrze.
Teraz też analizuję każde zdanie, w kółko poprawiam i przerabiam.
Pozwolę sobie na bycie niedoskonałą. Nie mam lekkiego pióra, czasem trudno mi ubrać myśli w słowa, ale oto siedzę i piszę i wierzę, że z czasem będzie przychodzić mi to łatwiej. Czuję potrzebę dzielenia się tym, co się ostatnio dzieje w moim życiu, więc czemu mam z tego rezygnować?
Rozgaszczam się zatem i zamiast skupiania się na perfekcjonizmie, będę pisać o mojej ostatniej fascynacji. O minimalizmie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)