poniedziałek, 22 lipca 2013

Moja mea culpa

No i dostało mi się za wypisywanie herezji o nowym telefonie. Od wczoraj mam z nim same problemy. Ponieważ nie obsługuje standardowej karty sim, najpierw kombinowałam jak przenieść do niego numery ze starej karty. Kiedy już mi się udało i chciałam do niego włożyć nową kartę, którą przysłał mi operator, okazało się, że zamiast micro sim dostałam nano sim (sic!). Niestety, przekonana, że karta jest dobra, zdążyłam już włożyć ją do slota, gdzie utknęła na amen. Dziś czeka mnie wycieczka do punktu obsługi, gdzie mam nadzieję wydłubią mi kartę i wymienią na odpowiednią. Pewnie za odpowiednią opłatą. A sam telefon jest duży i dość ciężki. Trzeba było najpierw wybrać się do sklepu i pomacać. Mam za swoje.

środa, 17 lipca 2013

Warto się targować

Niedługo skończy mi się umowa z operatorem telefonii komórkowej, zadzwoniłam więc do biura obsługi klienta z prośbą o przedstawienie oferty na kolejne 24 miesiące. Czytałam wcześniej o negocjacjach z przedstawicielami, więc uzbrojona w notatki wybrałam numer BOKu. Przemiły pan konsultant wypytał o moje preferencje dotyczące rodzaju taryfy oraz funkcji telefonu i doradził to i owo. Zapytałam, na jaką zniżkę mogę liczyć. 10 zł niższy abonament lub 100 zł tańszą słuchawkę. Podziękowałam i postanowiłam zastanowić się przez jeden dzień. Po chwili zorientowałam się, że identyczna, niższa cena telefonu widnieje w internetowym sklepie operatora. Nie o taką propozycję mi chodziło.

Następnego dnia pan konsultant znów zadzwonił i tłumaczył się, że rzeczywiście telefon, który wybrałam, był jednym z kilku, które w internecie są tańsze. Niestety, nie mogłam liczyć na żadną inną zniżkę czy chociażby dodatkowe minuty. Po raz kolejny podziękowałam i postanowiłam uderzyć do wyższej instancji, czyli sekcji utrzymania klienta. Tam już mniej miły pan zaproponował 200 zł tańszy telefon. Nic więcej nie udało mi się wydębić. Zgodziłam się, chociaż pozostał niedosyt.

Z tego, co czytałam na forum, w taryfie, którą wybrałam można było otrzymać 10 zł niższy abonament, 200 zł rabatu na telefon, dodatkowe 100 minut oraz darmowe rozmowy w sieci. Czy rzeczywiście to, co mógł zaproponować mi konsultant zależało od dotychczasowej wysokości moich rachunków czy nie potrafiłam skutecznie się targować? Może napomknięcie o zmianie operatora by pomogło? 

Niektórzy ludzie mają umiejętność targowania się we krwi i sporo na tym zyskują. Ja nigdy tego nie lubiłam i wciąż przychodzi mi to ciężko. Efekt moich negocjacji uznaję więc za swój mały sukces.

Jako aspirująca minimalistka niby nie powinnam mieć wypasionego smartfona, ale minimalizm jest dla człowieka a nie odwrotnie, więc za kilka dni otworzę drzwi kurierowi z telefonem z dobrym aparatem za 9 zł, którym będę mogła pstrykać przyzwoite zdjęcia moim dzieciakom. Nie wszędzie targam ze sobą nielekką przecież lustrzankę, a zdarzają się chwile, które warto uwiecznić. 

Jestem sobie ogrodniczka

Od dziecka miałam awersję do wszelkich prac ogrodowych, bo kiedy tylko nadchodziło lato, musiałam jeździć z mamą i z siostrą na działkę zamiast w tym czasie bawić się na dworze z dzieciakami. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek mi przejdzie. A jednak. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, wczorajsze plewienie przydomowego ogrodu nie tylko nie było dla mnie problemem, ale przyniosło mi całkiem sporo przyjemności. Dzieci bawiły się niedaleko, więc co jakiś czas pokazywałam im ślimaka czy żabę. Mili sąsiedzi zza płotu poczęstowali je goframi a mnie kawą i ciastem.

Tego samego dnia z rana po raz pierwszy w życiu kisiłam samodzielnie ogórki. Do tej pory pomagałam tylko mamie. Tym razem od początku do końca, z przepisem z internetu w ręce przygotowałam dziewiętnaście słoików. Poszło mi to dosyć sprawnie dzięki Teściowej, która w tym czasie zabrała dzieci na dwór. W planach na ten tydzień mam jeszcze korniszony :)
Już się nie mogę doczekać, kiedy otworzę pierwszy słoik. Mam nadzieję, że będą jędrne i chrupiące :)