piątek, 28 czerwca 2013

Zabawa, nie zabawki.

Staram się ograniczyć liczbę zabawek, które walają się po podłodze naszego domu pod koniec dnia i których sprzątanie zabiera szmat czasu. Ktoś poradził mi, żeby część schować do szafy i wymienić jak znudzą się te, które są na wierzchu. Metoda się sprawdza, ale nie na długo. Myślę, że posiadając mniej zabawek wokół siebie, dzieciaki będą mogły się skoncentrować na dłuższej zabawie jedną rzeczą i nie rozpraszać się ich nadmiarem.

Cieszy mnie, że dla mojej córki ulubioną zabawką nie jest żadna interaktywna lalka czy edukacyjny misiek. Uwielbia wszelkie zajęcia manualne, zwłaszcza malowanie. Lubi farbki akwarelowe i plakatowe, maluje nimi zarówno pędzelkami jak i palcami. Kiedy dołączam do niej, zabawa może trwać nawet godzinę, w zależności od pomysłów i długości drzemki młodszego syna ;) Lubi też kolorowanie mazakami, kredkami troszkę mniej. Drukuję jej obrazki z internetu na kartkach przeznaczonych do powtórnego zużycia, na przykład na starych fakturach za telefon komórkowy, które nie wiedzieć czemu przetrzymywałam przez wiele lat. Uwielbia też ciąć i przyklejać kolorowy papier, materiał, włóczkę i bibułki. Przez jakiś czas mieliśmy szał na ciastolinę. Podejrzewam, że wkrótce znów wróci do łask :)

Nie mogę się doczekać, kiedy dołączy do naszych zabaw mój syn. Na razie gryzda sobie kredkami, ale częściej trafiają one do buzi niż na papier a mazakom odgryza końcówki ;) Jest jednak świetnym naśladowcą i myślę, że to już niedługo :)