Pojawienie się w domu nowego członka rodziny jest często momentem, w kórym gromadzi się morze przedmiotów. Kolorowe gazety dla rodziców wyliczają, co jest potrzebne do "obsługi" maleństwa, bez czego w żadnym wypadku nie da się obejść i jaka zabawka zrobi z dziecka geniusza.
Zanim na świecie pojawiła się moja córka, spędziłam mnóstwo czasu na poszukiwaniach jak najpiękniejszego łóżeczka, kompletu pościeli i akcesoriów do wystroju pokoiku. Nie pamiętam już dlaczego nie kupiłam lampy, worka na pieluchy (!), przewijaka, organizera na kosmetyki, kołderki i zasłonek z identycznym motywem bajkowym i ograniczyłam się do nabycia samego łóżeczka. Cokolwiek było powodem (prawdopodobnie zaporowa cena), całe szczęście, że coś lub ktoś przemówił mi do rozsądku. Pamiętam, jak bardzo chciałam urządzić małej śliczny kącik i jak długo nie mogłam pogodzić się z tym, że będę musiała dalej znosić starsze ode mnie, dwukrotnie już odnawiane meble.
Czy była to wina ciążowego syndromu wicia gniazda spowodowanego zmianami hormonalnymi czy też sugerowałam się reklamami z czasopism, które podczytywałam? A może producenci produktów dla noworodków specjalnie wykorzystują słaby punkt przyszłych mam?
Kiedy wychodziłam ze szpitala, dostałam w prezencie dwa zestawy podarunkowe. Zawierały one próbki kosmetyków, poradniki pielęgnacyjne i żywieniowe i oczywiście roiło się w nich od reklam. Półtora roku później, w zamian za takie zestawy trzeba było podać swoje bardzo szczegółowe dane. Nie myśląc wiele, widocznie oszołomiona wciąż po drugim porodzie wypełniłam formularze a firmy "rozdające" te zestawy przysłały mi jeszcze kilka "prezentów". Po jakimś czasie wysłałam do nich e-mail z prośbą o usunięcie mnie z bazy danych. Od tamtej pory staram się nie rozdawać swoich namiarów na prawo i lewo.
Wracając do wyposażenia pokoju. Wiele rzeczy dostałam używanych lecz niezniszczonych od rodziny i moje dzieci nie były przez to mniej szczęśliwe. Nie spałyby lepiej w innej pościeli, ich pieluchy wrzucone do kolorowego worka nie śmierdziałyby mniej.
Nie wychowałabym ich lepiej posiadając więcej.
środa, 22 maja 2013
piątek, 17 maja 2013
Izmy
Przesadna dbałość o szczegóły nie zawsze wychodzi na dobre.
Mój Tata często powtarzał: "Jeśli już coś robisz, rób to dobrze albo nie rób tego wcale". Widzę, że ta mądrość zapadła mi głęboko w serce. Długo myślałam nad nazwą blogu, tytułem i treścią pierwszego wpisu i nad tym, jakie wywołają one reakcje. Chciałam, żeby było tak doskonale, jak to tylko możliwe. O mały włos nie porzuciłam pomysłu stworzenia tego miejsca z obawy, że nie będzie wystarczająco dobrze.
Teraz też analizuję każde zdanie, w kółko poprawiam i przerabiam.
Pozwolę sobie na bycie niedoskonałą. Nie mam lekkiego pióra, czasem trudno mi ubrać myśli w słowa, ale oto siedzę i piszę i wierzę, że z czasem będzie przychodzić mi to łatwiej. Czuję potrzebę dzielenia się tym, co się ostatnio dzieje w moim życiu, więc czemu mam z tego rezygnować?
Rozgaszczam się zatem i zamiast skupiania się na perfekcjonizmie, będę pisać o mojej ostatniej fascynacji. O minimalizmie.
Mój Tata często powtarzał: "Jeśli już coś robisz, rób to dobrze albo nie rób tego wcale". Widzę, że ta mądrość zapadła mi głęboko w serce. Długo myślałam nad nazwą blogu, tytułem i treścią pierwszego wpisu i nad tym, jakie wywołają one reakcje. Chciałam, żeby było tak doskonale, jak to tylko możliwe. O mały włos nie porzuciłam pomysłu stworzenia tego miejsca z obawy, że nie będzie wystarczająco dobrze.
Teraz też analizuję każde zdanie, w kółko poprawiam i przerabiam.
Pozwolę sobie na bycie niedoskonałą. Nie mam lekkiego pióra, czasem trudno mi ubrać myśli w słowa, ale oto siedzę i piszę i wierzę, że z czasem będzie przychodzić mi to łatwiej. Czuję potrzebę dzielenia się tym, co się ostatnio dzieje w moim życiu, więc czemu mam z tego rezygnować?
Rozgaszczam się zatem i zamiast skupiania się na perfekcjonizmie, będę pisać o mojej ostatniej fascynacji. O minimalizmie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)