Staram się ograniczyć liczbę zabawek, które walają się po podłodze naszego domu pod koniec dnia i których sprzątanie zabiera szmat czasu. Ktoś poradził mi, żeby część schować do szafy i wymienić jak znudzą się te, które są na wierzchu. Metoda się sprawdza, ale nie na długo. Myślę, że posiadając mniej zabawek wokół siebie, dzieciaki będą mogły się skoncentrować na dłuższej zabawie jedną rzeczą i nie rozpraszać się ich nadmiarem.
Cieszy mnie, że dla mojej córki ulubioną zabawką nie jest żadna interaktywna lalka czy edukacyjny misiek. Uwielbia wszelkie zajęcia manualne, zwłaszcza malowanie. Lubi farbki akwarelowe i plakatowe, maluje nimi zarówno pędzelkami jak i palcami. Kiedy dołączam do niej, zabawa może trwać nawet godzinę, w zależności od pomysłów i długości drzemki młodszego syna ;) Lubi też kolorowanie mazakami, kredkami troszkę mniej. Drukuję jej obrazki z internetu na kartkach przeznaczonych do powtórnego zużycia, na przykład na starych fakturach za telefon komórkowy, które nie wiedzieć czemu przetrzymywałam przez wiele lat. Uwielbia też ciąć i przyklejać kolorowy papier, materiał, włóczkę i bibułki. Przez jakiś czas mieliśmy szał na ciastolinę. Podejrzewam, że wkrótce znów wróci do łask :)
Nie mogę się doczekać, kiedy dołączy do naszych zabaw mój syn. Na razie gryzda sobie kredkami, ale częściej trafiają one do buzi niż na papier a mazakom odgryza końcówki ;) Jest jednak świetnym naśladowcą i myślę, że to już niedługo :)
piątek, 28 czerwca 2013
środa, 22 maja 2013
Wicie gniazda
Pojawienie się w domu nowego członka rodziny jest często momentem, w kórym gromadzi się morze przedmiotów. Kolorowe gazety dla rodziców wyliczają, co jest potrzebne do "obsługi" maleństwa, bez czego w żadnym wypadku nie da się obejść i jaka zabawka zrobi z dziecka geniusza.
Zanim na świecie pojawiła się moja córka, spędziłam mnóstwo czasu na poszukiwaniach jak najpiękniejszego łóżeczka, kompletu pościeli i akcesoriów do wystroju pokoiku. Nie pamiętam już dlaczego nie kupiłam lampy, worka na pieluchy (!), przewijaka, organizera na kosmetyki, kołderki i zasłonek z identycznym motywem bajkowym i ograniczyłam się do nabycia samego łóżeczka. Cokolwiek było powodem (prawdopodobnie zaporowa cena), całe szczęście, że coś lub ktoś przemówił mi do rozsądku. Pamiętam, jak bardzo chciałam urządzić małej śliczny kącik i jak długo nie mogłam pogodzić się z tym, że będę musiała dalej znosić starsze ode mnie, dwukrotnie już odnawiane meble.
Czy była to wina ciążowego syndromu wicia gniazda spowodowanego zmianami hormonalnymi czy też sugerowałam się reklamami z czasopism, które podczytywałam? A może producenci produktów dla noworodków specjalnie wykorzystują słaby punkt przyszłych mam?
Kiedy wychodziłam ze szpitala, dostałam w prezencie dwa zestawy podarunkowe. Zawierały one próbki kosmetyków, poradniki pielęgnacyjne i żywieniowe i oczywiście roiło się w nich od reklam. Półtora roku później, w zamian za takie zestawy trzeba było podać swoje bardzo szczegółowe dane. Nie myśląc wiele, widocznie oszołomiona wciąż po drugim porodzie wypełniłam formularze a firmy "rozdające" te zestawy przysłały mi jeszcze kilka "prezentów". Po jakimś czasie wysłałam do nich e-mail z prośbą o usunięcie mnie z bazy danych. Od tamtej pory staram się nie rozdawać swoich namiarów na prawo i lewo.
Wracając do wyposażenia pokoju. Wiele rzeczy dostałam używanych lecz niezniszczonych od rodziny i moje dzieci nie były przez to mniej szczęśliwe. Nie spałyby lepiej w innej pościeli, ich pieluchy wrzucone do kolorowego worka nie śmierdziałyby mniej.
Nie wychowałabym ich lepiej posiadając więcej.
Zanim na świecie pojawiła się moja córka, spędziłam mnóstwo czasu na poszukiwaniach jak najpiękniejszego łóżeczka, kompletu pościeli i akcesoriów do wystroju pokoiku. Nie pamiętam już dlaczego nie kupiłam lampy, worka na pieluchy (!), przewijaka, organizera na kosmetyki, kołderki i zasłonek z identycznym motywem bajkowym i ograniczyłam się do nabycia samego łóżeczka. Cokolwiek było powodem (prawdopodobnie zaporowa cena), całe szczęście, że coś lub ktoś przemówił mi do rozsądku. Pamiętam, jak bardzo chciałam urządzić małej śliczny kącik i jak długo nie mogłam pogodzić się z tym, że będę musiała dalej znosić starsze ode mnie, dwukrotnie już odnawiane meble.
Czy była to wina ciążowego syndromu wicia gniazda spowodowanego zmianami hormonalnymi czy też sugerowałam się reklamami z czasopism, które podczytywałam? A może producenci produktów dla noworodków specjalnie wykorzystują słaby punkt przyszłych mam?
Kiedy wychodziłam ze szpitala, dostałam w prezencie dwa zestawy podarunkowe. Zawierały one próbki kosmetyków, poradniki pielęgnacyjne i żywieniowe i oczywiście roiło się w nich od reklam. Półtora roku później, w zamian za takie zestawy trzeba było podać swoje bardzo szczegółowe dane. Nie myśląc wiele, widocznie oszołomiona wciąż po drugim porodzie wypełniłam formularze a firmy "rozdające" te zestawy przysłały mi jeszcze kilka "prezentów". Po jakimś czasie wysłałam do nich e-mail z prośbą o usunięcie mnie z bazy danych. Od tamtej pory staram się nie rozdawać swoich namiarów na prawo i lewo.
Wracając do wyposażenia pokoju. Wiele rzeczy dostałam używanych lecz niezniszczonych od rodziny i moje dzieci nie były przez to mniej szczęśliwe. Nie spałyby lepiej w innej pościeli, ich pieluchy wrzucone do kolorowego worka nie śmierdziałyby mniej.
Nie wychowałabym ich lepiej posiadając więcej.
piątek, 17 maja 2013
Izmy
Przesadna dbałość o szczegóły nie zawsze wychodzi na dobre.
Mój Tata często powtarzał: "Jeśli już coś robisz, rób to dobrze albo nie rób tego wcale". Widzę, że ta mądrość zapadła mi głęboko w serce. Długo myślałam nad nazwą blogu, tytułem i treścią pierwszego wpisu i nad tym, jakie wywołają one reakcje. Chciałam, żeby było tak doskonale, jak to tylko możliwe. O mały włos nie porzuciłam pomysłu stworzenia tego miejsca z obawy, że nie będzie wystarczająco dobrze.
Teraz też analizuję każde zdanie, w kółko poprawiam i przerabiam.
Pozwolę sobie na bycie niedoskonałą. Nie mam lekkiego pióra, czasem trudno mi ubrać myśli w słowa, ale oto siedzę i piszę i wierzę, że z czasem będzie przychodzić mi to łatwiej. Czuję potrzebę dzielenia się tym, co się ostatnio dzieje w moim życiu, więc czemu mam z tego rezygnować?
Rozgaszczam się zatem i zamiast skupiania się na perfekcjonizmie, będę pisać o mojej ostatniej fascynacji. O minimalizmie.
Mój Tata często powtarzał: "Jeśli już coś robisz, rób to dobrze albo nie rób tego wcale". Widzę, że ta mądrość zapadła mi głęboko w serce. Długo myślałam nad nazwą blogu, tytułem i treścią pierwszego wpisu i nad tym, jakie wywołają one reakcje. Chciałam, żeby było tak doskonale, jak to tylko możliwe. O mały włos nie porzuciłam pomysłu stworzenia tego miejsca z obawy, że nie będzie wystarczająco dobrze.
Teraz też analizuję każde zdanie, w kółko poprawiam i przerabiam.
Pozwolę sobie na bycie niedoskonałą. Nie mam lekkiego pióra, czasem trudno mi ubrać myśli w słowa, ale oto siedzę i piszę i wierzę, że z czasem będzie przychodzić mi to łatwiej. Czuję potrzebę dzielenia się tym, co się ostatnio dzieje w moim życiu, więc czemu mam z tego rezygnować?
Rozgaszczam się zatem i zamiast skupiania się na perfekcjonizmie, będę pisać o mojej ostatniej fascynacji. O minimalizmie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)